poniedziałek, 23 listopada 2009

Bright light in black holes.

No i koniec wielkiego odliczania, koniec wyobrażania sobie całej oprawy, piosenek na żywo. Naprawdę parę piosenek pokochałam jeszcze bardziej po koncercie. Niestety tych najważniejszych piosenek nie udało mi się widzieć jak grają, nie mówię o wszystkich ale cóż. Niestety w takich sytuacjach każdy myśli o sobie. Nie przejmuje się, że blokuje komuś drogi oddechowe. Nawet nie mam ochoty po raz kolejny wszystkiego opisywać. Przez koncert można jeszcze bardziej pokochać zespół, który i tak się kocha od dłuższego czasu? Oj można, i to bardzo mocniej.


Ten rok był chyba najlepszy. Mimo paru spraw, o których wolałabym zapomnieć. Straciłam tyle kasy na dwa najważniejsze wydarzenia, ale było warto. A jeszcze wyprawa do Krakowa. O, nie fala wspomnień napływa.
Siedzę nad zeszytem od wosu i totalnie nie mam ochoty tego czytać. Po 4 dniach od koncertu jestem dopiero gotowa puścić jakiś inny zespół.
Bo marzenia czasami się spełniają!

Brak komentarzy: