poniedziałek, 7 lipca 2014

Lovesong

Ostatni post napisałam rok temu we wrześniu. Czas mi ucieka. Szybciej niż kiedykolwiek. Dzisiaj A. odebrał mi laptopa po ponad miesięcznej przerwie z myślą iż naprawa wyjdzie za droga. Zapłacił 20 zł. Ale nie o tym. Czuję, że trochę starej Asi wróciło. Kręciłam się ostatnio wokół radia zet, przypadkowych piosenek na spotify albo youtube. A tu nagle moje ładnie otagowane piosenki. Mój burak i leżenie z nim na brzuchu, gdzie łączą mnie od niego słuchawki i zasilacz.
Wystarczył laptop, słuchawki i już nie idę spać o godzinie 20:00. Może to też przez to, że mam jeszcze tydzień urlopu i zamierzam go spędzić w domu.

Poprzedni tydzień był odpoczynkiem, próbą ogarnięcia związku, w którym jestem od roku. I myślę, że nawet po tych paru kłótniach o mycie naczyń czy o powiedzenie kilku słów za dużo jest dobrze. Nawet jak mam fochy za pozostawienie mnie w lesie samej na Helu i nie odzywam się troszkę i biegiem uciekam na plażę się wyryczeć. Bo płaczę za dużo, za często i czasami bez powodu. Ale ja chyba nigdy nie byłam łatwa do ogarnięcia i jest mi trudniej przyjąć te pozytywne emocje niż negatywne. Ciekawe dlaczego.

Zbyt dobry kontakt z rodzicami nadal jest dla mnie czasami czymś nienaturalnym. Nowe uczucia jak zazdrość czy strach o kogoś też są dla mnie nowe. Nawet po roku. Ale i tak chcę spędzać każdą możliwą chwilę z A. bo chyba nigdy nie było lepiej. Bo nigdy nie byłam zakochana i nigdy nie miałam problemów z zaśnięciem bez kogoś obok.

Tylko dlaczego czasami sama siebie dobijam złymi myślami? Że będzie gorzej, że zrobię coś źle. Dlaczego wciąż się boję? Boję się, że będzie dobrze?



Whenever I'm alone with you 
You make me feel like I am home again.


I will always love you. 



wtorek, 10 września 2013

Loud Like Love

Loud Like Love, nowa Płyta placebo z miłością w tytule. Wakacje z miłością w roli głównej. Nie wierzę, w to co dzieje się od prawie 3 miesięcy. Ja i związek. Ja i facet. Ja i Ten facet, z którym jest dobrze. Bardzo dobrze.

Blog, który kojarzy mi się z depresją, wkurwem i smutkiem. Nagle przyjmuje kroplę radości? Aż dziwne. Zakochać się? Coś nowego.

Rok, który zaczął się źle, studia, z którymi nadal są problemy. Ale mam osobę, do której się przytulę. Która potrzyma mnie za rękę, kiedy stresuję przed rozmową o przyjęcie na praktyki.

Nawet kupowanie Coli z naszymi imionami stało się małym zwyczajem kerfurowych zakupów.
Kilka urwanych myśli, żebym wiedziała, że czasami było dobrze. I będzie. Bo nawet perspektywa związku z kimś na stałe mnie nie przeraża. Niewyobrażalne kiedyś przywiązanie do drugiej osoby nagle stało się kilkudziesięcioma wiadomościami dziennie, jeśli się nie widzimy. Bo on ma czarny kubek a ja w serduszka. Ja mam miejsce pod ścianą i zawsze zamykam drzwi od jego samochodu.
Mając gorączkę, właśnie piję herbatę z jego kubka.

Jeśli nie marzyłam o związku a raczej o ucieczce z tego miasta, domu i od tej rodziny. To teraz jestem gotowa tutaj zamieszkać. Bo jest dobrze, nie muszę uciekać do innego miasta, żeby zapijać, zapalać i ryczeć przy innych.

Tysiące myśli na raz. Większość o Nim. I o tym, że będzie dobrze.

poniedziałek, 4 lutego 2013

Ku wolności

Czy zawsze będziemy zazdrościć ludziom rzeczy których nie mamy? Dlaczego ostatnio potrafię myśleć tylko o tym "co by było gdyby..". Dlaczego jestem pewna, że byłoby inaczej. Byłoby?

Nie.
Dlaczego konieczna jest egzystencja na tym świecie, kiedy nic się nie układa? Mam cierpieć. W imię czego?
I tak nie będzie lepiej.

Nawet depresja mnie śmieszy.





(nadal tytułami postów są piosenki, których właśnie słucham, ależ jakże ironiczne jest "ku wolności" przy tym co napisałam)

środa, 9 stycznia 2013

Rok 2013. Z założenia miał być rokiem zmian. Piszę to w czasie przeszłym bo chyba w nie nie wierzę. Nie po ostatnim tygodniu Wszystko jest po staremu a może i nawet gorzej. Zamiast pisać pracę licencjacką czy uczyć się na egzamin, oglądam Harrego Pottera.

Ostatnio nawet mam problemy, żeby zasnąć. Rano mam problemy, żeby się dobudzić. Będąc w pracy ludzie wzbudzają we mnie agresję. Wracając do domu mam ochotę wejść do szafy z latarką i czytać tam książki, tak jak kiedyś Opowieści z Narnii.



Nie wiem. Nie chcę. Niczego.

czwartek, 29 listopada 2012

Burn my shadow

Nie istnieję.

Nawet przebywanie w centrum mojego miasta było dla mnie doznaniem surrealistycznym. Dzisiaj. Po zaledwie kilku dniach.

Nie chcę istnieć.