niedziela, 29 listopada 2009

Disorder

Oczekuję przewodnika, który przyjdzie i weźmie mnie za rękę. Czy te odrzucenia mogą sprawić, że poczuję przyjemności normalnego człowieka? Nowe odrzucenia obnażają moje zainteresowanie kolejnym dniem. Mam ducha, tracę uczucia, oddalam szok. To staje się szybsze, właśnie nabiera tempa, wymyka się z rąk. Na dziesiątym piętrze, po schodach w dół, to ziemia niczyja. Światła się świecą, samochody ulegają wypadkom, to staje się coraz częstsze. Mam ducha, tracę uczucia, w jakiś sposób pozwalam im odejść.

Czyli Curtisowe prawdy życiowe. Coraz bardziej boję się słuchać tego zespołu.  Jestem mistrzynią marnowania czasu. Kolejny weekend, podczas którego nie zrobiłam nic sensownego ba! prawie się upiłam. Tak, to można nazwać sukcesem. Jutro znowu poniedziałek, wyczekiwanie piątku. Jakaś pieprzona rutyna, która rządzi moim życiem.

2 komentarze:

Grande pisze...

myślałam, że tylko we mnie Joy Division wywołuje powolne acz paniczne wyciszanie głośników. a jednak wyciszam. szczególnie "Disorder" i "Love Will Tear Us Apart".

"Walk - in silence. Don't walk away - in silence..." ;)

prawdziwe więc czuć.

mma91 pisze...

Jeżeli to Cię pocieszy to kilkadziesiąt milionów Polaków ma identyczny problem - ta sama rutyna, tylko - wydaje mi się - ich sytuacja jest znacznie gorsza: praca-dom-praca-dom- . . . . .