czwartek, 31 grudnia 2009

Włóczęga


Zdjęcia Kurta jak najbardziej na miejscu, znowu? Wiem. Bo pewien psychologiczny test wykazał, że jestem do niego podobna. Gdyby na tej liście oprócz Van Gogaha, Johnnego Deppa i Boba Dylana znalazł się Ian Curtis, byłabym w siódmym niebie. Naprawdę!  Nie ma to jak zakończyć rok testem w którym wychodzi, że:
- jestem introwertykiem, mam złożoną osobowość, odsuwam się od innych
 - jestem  intelektualistką, posiadam głębię uczuć
- jestem otwarta na duchowe i estetyczne doznania
- znajduję wiele znaczeń dla wszystkich zdarzeń
- posiadam silną potrzebę realizowania się artystycznie
- jestem samotnikiem, wyglądam tajemniczo oraz trudno mnie rozszyfrować
- do świata zewnętrznego podchodzę z rezerwą, ale wewnętrznie bardzo go przeżywam
- jeśli się już otwieram to całkowicie, bez żadnych oporów
- w stresie popadam w alienację i depresję
- mam poczucie inności, pochodzę z innej planety
- narzekam na swój obecny los, wspominam i przeżywam wiele wydarzeń z przeszłości
- często mam posępne oblicze, odsuwam się od innych z uczuciem zawiedzenia lub poczuciem wstydu
- żyję we własnym świecie bólu i straty
- mogę mieć bardzo chorą duszę i wyobrażać sobie oraz interesować się własną śmiercią

Czy tutaj znalazło się cokolwiek pozytywnego? Może jedynie artystyczna realizacja. Tajemniczy wygląd. Taa.
Przejdę teraz do spraw dzisiejszego dnia. Chamstwem jest to, że wszyscy w domu śpią, nawet mój pies śpi na moim łóżku. Tym razem specjalnie dla niego nie wyciągnęłam kołdry bo sama bym zaraz poszła spać. Plastelina tym czasem sobie siedzi z kserami i książkami od wosu. Ręka mi zaraz odpadnie. Ale przynajmniej wiem, że robię coś do tej próbnej matury. W kalendarzu, który sprawiła mi moja mama już pozaznaczałam te paskudne daty. Coroczna próba organizacji czasu za pomocą kalendarza rozpoczęta. Przynajmniej teraz sam kalendarz mi się podoba.

Jutro, właściwie już dzisiaj jest ostatni dzień tego roku. Jakieś podsumowania by się należały. Mimo niektórych sytuacji ten rok był udany, na pewno dla mnie.  Lekkie olewanie nauki w 2 klasie liceum, planowanie wyjazdów, koncertów. Jedyne czego w tym roku żałuje to to, że liczyłam na ludzi, całkiem niepotrzebnie. Mogłam sama jechać na openera, byłoby dobrze. Ale oczywiście, nie, liczyłam na pare osób i nie wyszło. Trudno się mówi.
Ścięcie włosów na dosyć krótkie jak na plasteline przystało. Pofarbowanie ich na czerwono, strasznie brakuje mi tego koloru teraz. A no i były 18 urodziny, które ledwo co pamiętam. [dzięki kajusz] fala 18stkowych imprez, na których wprawiło się w picie i owszem palenie. Nie żałuję tego, bo niby czemu? Potem wakacje, opłakiwania Openera nie było, za to opijanie Jarocina było niezłe. Najebać się z nieznanymi facetami, bezcenne. Pocieszny, Radek, Chaos i ich turbo cola, przytulanki z Pociesznym i darcie się ALEEEE, ALLLE. Koncert IAMX, ten deszcz, ale za razem te emocje. Spotkanie z ważną osobą.  Ten śpiew i Krzyś pare metrów przede mną.
Potem było siedzenie domowe i ruszanie dupy na jakies spacery.
Sierpień - zakup torwarowego biletu na Placebo, ale przede wszystkich wypad do Krakowa. Piękne miasto, świetni ludzie ze mną tam. Kłótnie o nastawienie budzika na następny dzień. Bezcenne. Zwiedzanie miasta w nocy. Świetne kina.
W między czasie zaczęło się przesiadywanie przy kompie w późnych godzinach nocnych, pełnych głupawek i dziwnych pomysłów.
Wielkie odliczanie do koncertu. To było coś. Kalendarz koncertowy. Kolekcjonowanie płyt. Zabawy z allegro. Szkoła. Jakaś deklaracja maturalna. Ups, klasa maturalna. Nieudane próby przygotowywania się do egzaminów. Oczekiwany koncert, prawie samotna podróż do Warszawy, spotkanie z zajebistymi ludźmi w tym kolejne z Psycho. Oczekiwanie, djarumy black <3, kolejka, bieg. MAM BARIERKI. Oczekiwanie2, świetny zespół supportujący, Oczekiwanie3. PLACEBO, STEFAN PRZEDE MNĄ. BRI PRAWIE OBOK. Soulmates odśpiewane za ręce z kimś. 6 piosenek pod barierkami! potem chwilowa zaćma, sanitariusze, woda, cukier, woda. tlen i bok sceny. woda i placebowe skrzynie za sceną. POWRÓT w tłum <3. Oczekiwanie na dworcu, schody, przytuleni, spacer o 3 koło Pałacu Kultury. Samotny powrót do domu, pełen przemyśleń. Kino!
Powrót do szkoły, koniec listopada, zaczął się grudzień, blabla, święta i po świętach. Placebowanie i tak teraz piszę na dobrą sprawę głupie podsumowanie. Bo za rok tu spojrzę i się będę śmiała!

Życzę samej sobie roku takiego jak ten, albo jeszcze lepszego! Zdania tej pieprzonej matury i wyrwania się z tego domu, miasta! Zacząć mieć prawdziwe kłopoty, problemy a nie tylko "kurwa, czego mam słuchać?" Życzę sobie tych ludzi co są obok, żeby pozostali. Życzę sobie Patryka w Polsce, kupowania większej ilości płyt!

Bo miało być mało a wyszło dużo. chciałam tylko wstawić tekst piosenki a jednak się rozpisałam.

I`m not like them
But I can pretend
The sun is gone
But I have a light
The day is done
But I`m having fun


Brak komentarzy: